Witaj na pokładzie! Zaloguj Rejestracja
Mapa serwisu Redakcja Kontakt Dotacjagreen
Nawigacja
Strona powitalna
Aktualności (News)
Artykuły i felietony
Forum dyskusyjne
Giełda Pracy
Galeria floty
Galeria fotografii
Najnowsze fotki
Najnowsze komentarze
Ostatnio na forum
Najpopularniejsze
Spis treści serwisu

Stany wód:
- Polska
- Niemcy, Austria
- Holandia, Anglia
- Belgia
- Czechy
Sytuacja hydrologiczna
Ostrzeżenia hydrologiczne
Prognoza pogody

Komunikaty nawigacyjne
- Użytkowników szlaków
- RZGW Warszawa
- RZGW Wrocław
- RZGW Szczecin
- RZGW Poznań
- RZGW Gdańsk
- RZGW Kraków

Wyszukaj

Żegluga w malarstwie
Żegluga na znaczkach
Kącik dla najmłodszych
Absolwenci z Brücknera
Stowarzyszenie TŻŚ
Polecane strony
Najnowsze artykuły
Wiślany rejs MS "Col...
Rzeka to życie
Słowa pisane są kotw...
Odrzańska fanaberia
Z Niemiec na Mazury
Stocznie, czyli jak ...
Pchacze produkcji by...
Niech się święci...
Wiadrusowy Ogarek
Żeglarz, narciarz - ...
Sprawujemy patronat
Promujemy




TURYSTYKA WODNA
BAD PISTOLS
Zagłosuj na naszą stronę w rankingu żeglarskim!
Podium
Witryna Dnia PC World Komputer Złota Strona Tygodnia Tygodnika WPROST
PERŁA INTERNETU
Skąd przybywacie
Locations of visitors to this page
Statystyki
Długa droga do Europy
W jednym z moich rejsów nagromadziło się mnóstwo atrakcji: tych oczekiwanych i całkowicie niezaplanowanych. Był też jednym z najdłuższych - tak w przeliczeniu na kilometry jak również na "kalendarz".

Już od początku wiadomo było, iż nie będzie to zwykły rejs. W czasach "jedynie słusznej polityki społeczno-gospodarczej" - załogi statków pływających za granicę ustalano wg klucza, który nie miał nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem a czasem nawet z zawodowymi kryteriami. Nie będę o tym pisał, bo to mało ciekawe. W tym konkretnym przypadku przydzielono mi jako mechanika "wybitnego i zasłużonego aktywistę", co na wiedzę z zakresu obsługi maszynowni jakoś słabo się przekładało. Bosman pochodził z tej samej "decyzji", ale był w miarę dorzeczny. Postanowiłem jakoś to znieść i.... prawie się udało.

Załadowaliśmy we Wrocławiu pyły filtrowe - ładunek wybitnie paskudny, ale przeznaczony do.... Antwerpii. Tak daleki wypad to marzenie! Długi, a więc dużo kasy z samych diet wypłacanych w szeleszczącej walucie. Ponadto jawiła się szansa na "przeobrażenie" tej waluty w atrakcyjny towar, który sprzedany potem w Polsce przynosił słuszną rekompensatę za wstręt do pyłów filtrowych.

Cóż to za "zwierz" te pyły filtrowe? To nic innego jak wychwycone na kominach pewnego wrocławskiego zakładu metalurgicznego poprodukcyjne resztki. Zalane wodą do konsystencji lasowanego wapna błoto zawierało mnóstwo metali nieżelaznych - w tym zapewne bardzo atrakcyjnych, ale technologia ich odzyskania była w naszym kraju niedostępna. Sprzedawaliśmy to innym, a oni sobie jakoś "radzili".... Dla nas taki ładunek oznaczał niesłychany brud na statku: błoto pryskało przy załadunku na wszystkie strony, a spadając na pomalowane powierzchnie pokładu zżerało farbę. W ładowni rozlewało się po podłodze od burty do burty równą, mniej więcej półmetrowej grubości warstwą i uprzątnięcie ładowni po czymś takim to była żmudna i ciężka praca. Ale czego nie zrobiłoby się dla takiego rejsu!

Ryc. Trasa tego rejsu

Wypłynęliśmy z Wrocławia w dół Odry, kierując się do Eisenhuettenstadt i drogę wodną Odra-Szprewa, a dalej przez Berlin, Brandenburg i jeszcze wtedy także Łabę przedostaliśmy się na Mittellandkanal, którym dopłynęliśmy do Kanału Dortmund-Ems. Z kolei po dopłynięciu tym kanałem do Datteln - skręciliśmy w kanał prowadzący do Wesel - miasta leżącego w ujściu rzeki Lippe do Renu. To jedno z dwu połączeń sieci kanałów Niemiec z Renem. Drugie z nich - Kanał Ren-Herne - łączy się z tą wielką rzeką w Duisburgu. Bez specjalnych przygód przepłynęliśmy w dół Renu do Dordrechtu w Holandii. Pływałem już wcześniej tą trasą do Rotterdamu i Antwerpii, więc nie było to jakimś specjalnym wyczynem. Ot, normalna łodziarska praca. Na fotografii obok - śluza Wesel od strony Renu.

W Dordrechcie cumowałem burta w burtę z pewnym Belgiem. Akurat coś mu tam "nie grało", musiał stać i miał troszkę czasu. Zaproponowałem piwo i tak się zaczęło. Zaprosił mnie do siebie i po kilku godzinach on całkiem nieźle radził sobie po polsku a ja po flamandzku. Obdarował mnie też mapami, które u nas były nieosiągalne, a pokazywały niemal każdą boję na trasie z Dordrechtu do Antwerpii. Oddano wówczas do użytku kanał, który wybitnie skracał drogę przez rozlewiska ujścia rzek Waal i Merwede oraz Schelde, ale na mapach jakie dotychczas posiadałem nie był jeszcze uwzględniony. Prezent od "kolegi po fachu i nałogu" okazał się więc bardzo przydatny. Przepiwszy jeszcze strzemiennego do sympatycznego Belga - poszedłem spać, aby wczesnym rankiem wyruszyć w dalszą trasę do Antwerpii.

Następnego dnia wypłynąłem z Dordrechtu poprzez Dordtse Kil kierując się na zalewy zwane Hollands Diep i Volkerak. W roku 1986 przedzielono zalewy Volkerak i Oosterschelde groblami, co doprowadziło do różnic poziomów wymagających zbudowania śluzy Krammer w pobliżu Willemstad. Ta nowoczesna śluza poza innymi rozwiązaniami posiada również system chroniący przed mieszaniem wody słodkiej i słonej oparty na wykorzystaniu różnicy ich ciężaru właściwego. Podczas mojego rejsu to wszystko było dopiero w planach. Prowadzony jak po sznurku mapą otrzymaną w prezencie po osiągnięciu oznaczonej boi wykonałem skręt w lewo i bez trudu odnalazłem wejście do Schelde-Rijnkanal. Kanał ten jak wspomniałem - skrócił i ułatwił drogę z Renu do Antwerpii, którą odbywało się do roku 1975 inną trasą. Jego długość wynosi 38 km, a początek swój bierze w obszarze portu Antwerpia.

Ryc. Droga wodna Skalda-Ren (Schelde-Rijnkanal) ze śluzami Krammer i Kreekrak

Jak widać na mapce - kanał uniezależnił w jakimś stopniu statki rzeczne od korzystania z wód zalewów Oster- i Westerschelde - często mocno rozhuśtanych, o czym pisałem w artykule Dwa brzegi. Szczególnie niebezpieczny był przy północno-zachodnich wiatrach (szło się bokiem do fali) odcinek do wejścia kanału w Wemeldinge. Kanał Schelde - Ren w środkowej swej części przecina wschodni kraniec zalewu Oosterschelde między groblami, po których biegną drogi. Wysunięte główki falochronów otwierają awanport śluzy Kreekrak (fot. obok) . Dwie bliźniacze komory mają wymiary 280 x 24 m co pozwala na śluzowanie za jednym zamachem wielu statków burta w burtę. Śluza znajduje się tuż przed granicą holendersko-belgijską, więc w budynku biurowca okazuję dokumenty celne uzyskując jednocześnie informację o numerze nabrzeża, przy którym nastąpi wyładunek. Ruszam w dalszą drogę uniesiony po śluzowaniu już na poziom wód portu Antwerpia. Jeszcze kilkanaście kilometrów i wpływamy do basenów i kanałów portowych.
Antwerpia to jeden z najnowocześniejszych i największych portów morskich świata: przeładunki ponad 90 mln t rocznie, długość nabrzeży ok. 50 km, dostępny dla statków o nośności do 150 tys. ton. To także port pasażerski (połączenia promowe z Wielką Brytanią) i śródlądowy połączony siecią kanałów (m.in. Kanałem Alberta) z dorzeczem Mozy i Renu. Jest wielkim ośrodkiem przemysłowym: 5 rafinerii ropy naftowej, produkcja tworzyw sztucznych, samochodów (zakłady koncernu General Motors, ciągników - zakłady Forda), huta miedzi, znane w świecie szlifiernie diamentów itd. no i oczywiście stocznie. Po prawej zostawiamy największą śluzę świata - Zandvlietsluis - jej imponujące wymiary to 500 m długości, 57 m szerokości i 13.5 m głębokości. W roku 1989 dobudowano obok jeszcze większą śluzę - Berendrechtsluis - tej samej długości i głębokości, ale szerokiej na 64 metry i teraz ta śluza objęła prymat na świecie. Nawet śluzy Kanału Panamskiego nie są tak duże jak te dwie. W dniu 1.10.1989 przeszedł tędy największy morski statek, jaki zawinął do Antwerpii. (fot.obok - "Main Ore" wychodzi z Antwerpii przez Berendrechtsluis) . Ten gigant miał 335 m długości, 44 szerokości i 11 m zanurzenia. Kolejnych kilka kilometrów długim kanałem portowym i po prawej ponownie mijamy zespół potężnych śluz dla statków morskich: Boudewijnsluis oraz Van Cauvelaertsluis.

Ryc. Port w Antwerpii - trasa przejazdu do miejsca wyładunku

Kierujemy się w kierunku Hansadock i Leopolddok, aby po przepłynięciu jeden po drugim, niskich obrotowych mostów wpłynąć do Albertdok. Tu już cumujemy w drugim basenie przy wyznaczonym nabrzeżu.

Jak piszą przewodniki turystyczne - Antwerpia to miasto brylantów, Rubensa i renesansowej architektury. Odwiedziłem ją kilkakrotnie z różnymi załogami. Najprzyjemniej wspominam pobyt tutaj z Jurkiem G., z którym pływało mi się chyba najlepiej. Zwiedzaliśmy razem miasto i robiliśmy mnóstwo przeźroczy, które - niestety - wszystkie straciłem po życiowych zawieruchach. Między innymi miałem niemal dokładnie taka samą fotkę pod pomnikiem Rubensa (po lewej). W tle widoczna jest gotycka katedra Notre-Dame. Miasto ma świetnie zachowaną starówkę - Grote Markt (fot. niżej) - z pięknymi XVI - i XVII - wiecznymi kamienicami. Tym razem pobyt w tym mieście przyćmiła nieco choroba bosmana. Okazało się, że w kraju "ukrył nieco" swój stan zdrowia, aby nie przeszedł mu koło nosa taki rejs. Cierpiał na chorobę wrzodową żołądka i objawy właśnie bardzo się nasiliły. W basenie, w którym my też cumowaliśmy stały polskie statki morskie. Na jednym z nich - "Władysław IV" - znaleźliśmy wsparcie: lekarz okrętowy zaaplikował bosmanowi leki i nieco ulżył w cierpieniu. Oddaliśmy ładunek i zgodnie ze stałym acz dziwnym "zwyczajem" - nasz przedstawiciel handlowy kazał nam wyjść na Scheldę poza teren portu (chodziło o opłaty portowe - postój na zewnątrz portu jest bezpłatny). Niewtajemniczonym muszę wyjaśnić, że do Antwerpii dociera cykl pływów Morza Północnego, choć oddalonego stąd ok 80 km. Różnica poziomów pomiędzy przypływem a odpływem wynosi 6-8 metrów, czasem nawet więcej. Postój na zewnątrz portu, na rzece Schelde, oznacza wielkie niedogodności z cumowaniem, a o wyjściu do miasta można jedynie pomarzyć. Musieliśmy wyjść przez Royersluis na Scheldę i zacumować przy nabrzeżu wzdłuż Ernst Van Dijckkai. Tu czekaliśmy na dalsze dyspozycje przedstawiciela. Zwykle wykonywało się jakiś rejs "wewnętrzny", bo o ładunek powrotny bezpośrednio do Polski było w Belgii trudno. Stan zdrowia bosmana zaczął się pogarszać.

Ryc. Wejście z Schelde do Royersluis. Widok w czasie odpływu. Podczas kulminacji przypływu można wejść bezpośrednio z nabrzeża (na pierwszym planie) na pokład statku.

Komentarze
#1 | multinet2000 dnia 21.03.2007
Gratuluję Andrzeju!Wspaniały opis.Nie marnujesz się?.Pisz więcej bo "robisz" to naprawdę interesująco.Czekam na następne relacje.
#2 | Janusz Tyburcy dnia 21.03.2007
Wspaniały artykuł Andrzeju.
Niech młodzi przyszli łodziarze, czytają i mają wyobrażnię, jaka może być ciekawa praca w żegludze śródlądowej.
Jest w niej obowiązek, są przygody i można trochę coś ciekawego zobaczyć.
My starsi łodziarze, możemy jedynie powspominać z łezką w oku.
Zachodzi tylko pytanie, czy jeszcze takie rejsy będą kontynuowane z Gliwic na zachód Europy / i nie tylko z Gliwic /
To pytanie jest skierowane do decydentów mających wpływ na rozwój żeglugi śródlądowej w Polsce.
#3 | Zbyszek Konopka dnia 21.03.2007
Super opracowanie Andrzeju ! Ładnie to zrobiłeś, czekam na więcej. / wróciły wspomnienia/ Gratuluję:)
#4 | Monika dnia 21.03.2007
Andrzej super wspomnienia, a jakbyś nam je jeszcze przy stole przy.... opowiedział ;) to by dopiero był efekt piorunujący.
Miejmy nadzieję, że nasze rodzime szlaki rzeczne zasłużą wreszcie na łaskawe oko tych najważniejszych, zostaną odpowiednio zmodernizowane, by wreszcie mogły zostać właściwie zagospodarowane.
#5 | Michael Tokay dnia 23.03.2007
Andrzej !!! z przyjemnoscia czytalem Twoj opis tego rejsu. Masz talent, pisz wiecej. Pozdrawiam serdecznie Michael Tokay (65 Vm).
#6 | Skipper dnia 23.03.2007
Perfekcja jest atutem tej strony.Artykuły pisane z "życia" a nie przepisywane od innych.To jest właśnie siła naszej strony internetowej redagowanej przez Andrzeja Pogórskiego.Był najmłodszym kapitanem z patentem Reńskim w latach 70-tych.Wielu naszych kolegów pracuje na europejskich drogach wodnych, ale niewielu potrafi o tym napisać.
Andrzej potrafi i robi to perfekcyjnie jak wiele rzeczy za które się bierze.
#7 | althaar dnia 28.03.2007
REWELACJA! W ogóle nie mam pojęcia bladego o byciu "łodziarzem", ale ten artykuł przyciąga również totalnych laików. To lepsze niż fotoreportaże National Geographic, bo... ciekawsze.
#8 | Bryza dnia 01.11.2007
Te cuda technologii były już u sąsiadów 30 lat temu.Dogoniliśmy ich tylko na polu super marketów i to w krótkim czasie i z wielkim rozmachem.Dlaczego nasi inwestorzy a także zagraniczni (bo to są ogromne pieniądze) nie widzą tego.Tak zagospodarowana rzeka nie jest wcale mniej atrakcyjna turystycznie.Dodatkowa atrakcja turystyczna a jaki rozwój gospodarczy kraju.Polecam ten artykuł dla ludzi z Ministerstwa Środowiska ,Transportu,Gospodarki i Planowania.Miłe zaskoczenie kapitan wirtualny to także kapitan z krwi i kości rzeczny lub śródlądowy.
#9 | jacek bozym dnia 02.11.2007
Coz...Wiedza,fachowosc i znajomosc zagadnienia to podstawa do merytorycznego podejscia do sprawy.Na tej stronie to wszystko widac.A koledzy piszacy takie "hity" po prostu to udowadniaja...To ze nie uzywaja "szarzy" swiadczy tylko o Ich skromnosci....Fajnie przypomniec sobie trase,czytajac takie opowiesci.....
#10 | Piotrek1471 dnia 09.11.2007
Kiedy parę dni temu w Hyde Parku prosiłem doświadczonych łodzirzy o jakieś zdjęcia z "tamtych" stron, obrazujących ciekawostki i stan szlaków żeglugowych na zachodzie-bo nigdy tam nie byłem a chciałbym zobaczyć,przeoczyłem jakoś(tu sorry)relację Apisa z Jego rejsu.Dla mnie osobiście to geograficzna wycieczka w towarzystwie znającego temat przewodnika.Jestem pod wrażeniem- doskonałego technicznie opracowania stron- i wiedzy autora.Tak sobie pomyślałem,że byłoby super gdyby materiały dydaktyczne w żeglugowych szkołach były opracowane na równie wysokim poziomie
Na koniec-smutna niestety refleksja,która po porównaniu przedstawionego na zdjęciach stanu dróg i obiektów żeglugowych na zachodzie z naszą polską rzeczywistością w okrutny sposób pokazuje jak"Długi rejs do Europy"jeszcze przed nami.
Autora proszę o zezwolenie na udostępnienie linka do strony polonusowi z Norwegii(zastrzegam że tylko w celach poznawczych)zainteresowanemu tematem żeglugi śródlądowej.Serdecznie Wszystkich pozdrawiam
Piotrek1471.
#11 | Apis dnia 09.11.2007
Będę wdzięczny za udostępnianie linków do treści przez nas publikowanych. Popularyzacja i swoista "edukacja rzeczna" szerokich mas jest naszym celem.
Pozdrawiam i dziękuję za uznanie. To najlepsza nagroda za pracę przy tym serwisie.
#12 | Bravo dnia 01.12.2007
Jędrek - dopiero dziś przeczytałem od deski do deski Twój artykuł - gratuluję! Wciągnęło mnie !
#13 | Teos dnia 18.01.2009
Po dwu latach z przyjemnością przeczytałem ponownie ten świetny artykuł od deski do deski. Tak się szczęśliwie dla mnie składa że były to lata mojego powrotu do łodziarki, udało mi się w tym czasie zobaczyć na własne oczy większą część trasy opisywanej przez Ciebie Andrzeju. Najpierw na BM-5337 z kapitanem Frankiem Manikowskim od Szczecina aż do Munster,
później tygodniowy rejs z okolic Minden do Rotterdamu i z powrotem, wreszcie ostatnio (poza regularnym oraniem Renu pomiędzy 197 km a 793 km) zimowy rejs z Duisburga, z ładunkiem piasku hutniczego do Liege w Belgii a następnie przeskok na pusto Kanałem Alberta, przez Antwerpię do Terneuzen po ładunek celulozy do Koln. Własnie wróciłem do domu i przypomniałem sobie o tym artykule. Po raz kolejny jestem pod wrażeniem ogromu zawartej w nim wiedzy i jakości przekazu. Prawdę pisze Skipper że sporo naszych tam pływa, ale niewielu potrafi o tym napisać, tym większa chwała Autorowi.
Na koniec może jeszcze tylko jedna gorzka pigułka, uświadomiłem sobie że od czasów szkolnych nie pływałem po środkowej Odrze i pewnie prędzej zdarzy mi się zawinąć barką do Paryża niż wrócić tu gdzie serce by chciało.........
#14 | Piotrek1471 dnia 27.08.2009
Teoś pięknie zakończyłeś swój komentarz nawiązując do słynnego już cytatu:"Tam skarb Twój gdzie serce Twoje".
#15 | Piotrek1471 dnia 27.08.2009
Już po raz n-ty oglądam tą relację z rejsu i za każdym razem znajduję coś interesującego i pouczającego.Tym większa chwała Autorowi.
#16 | kapusta dnia 09.04.2010
Kiedy tak będzie w naszym ukochanym kraju??? Kapusta
#17 | mlody6825 dnia 09.06.2010
Przyznam ze dopiero teraz,dotarłem do tego artykułu(nie wiem,dlaczego dopiero teraz),ale również jestem pod wrażeniem,bo wzbudziło to u mnie,tęsknotę do "lodziarki", a także bardzo pozytywne wspomnienia z tamtych czasów i podobnie długiego rejsu(6 tygodni) również na BM-ce,ze Szczecina do Dortmundu( z surówką żelaza)Nie miałem zbyt długiego stażu jako "lodziarz"(ogółem, w 2 etapach,jakieś 7 lat),ale miałem to szczęście zobaczyć te wszystkie "cuda" hydrotechniki i pokonać wyżej opisana trasę (tylko raz,bo takich rejsów,już chyba nie ma) w latach 95-98 ,jeszcze stara trasa przez Rothensse ( choć,most, był już przerzucony,ale nie skończony),i z łezką w oku wspominać chyba najciekawsze momenty mojego życia.I z wielkim rozżaleniem stwierdzić,ze my w Polsce chyba, już nigdy nie doczekamy się takiego stanu naszych rzek,jak to ma miejsce w Niemczech(nie mowie nic o innych krajach europy zachodniej).Bo jeżeli przez 13 lat nie zdążyliśmy naprawić tego co zniszczyła woda,NO TO O CZYM MY PANOWIE ROZMAWIAMY!!!!...Z szacunkiem dla wszystkich którzy redagują ten portal i wszystkich byłych i aktualnie pracujących "Lodziarzy"(przepraszam nie mam literki el).
#18 | czechtw dnia 10.06.2010
Przepięknie brzmi słowo LODZIARZE.Ubawiłem się.
Gdyby nie było przeprosin, napewno bym tego nie zauważył.
Pozdrawiam Włodek!!!
#19 | SEEHUND dnia 13.06.2010
" LODZIARZE" mają więcej znaczeń. Tak mówią chyba o sobie żeglarze lodowi, czyli bojerowcy. Przed laty, w niektórych rejonach nazywano tak również policjantów drogowych. Zapewne z powodu tzw. lizaka interpretowanego jako lód.
@mlody6825. Zapewne masz literę "Ł". Musisz tylko umieć ją znaleźć.
#20 | Apis dnia 14.06.2010
Milicjantów (policjantów) drogowych nazywano lodziarzami z powodu białych kurtek podobnych do stroju facetów wrzeszczących na plaży "Loooodyyyy!!!".

Z tego samego powodu w Austrii nazwano ich "białe myszy", ale zawężało się to do policjantów na motocyklach, bo tylko oni tak byli ubrani.

@mlody6825 - Litera "Ł" - skoro masz pozostałe "polskie" (a masz, bo używasz ż, ó, ę, ą) oraz "L" - musi działać. To przecież kombinacja klawiszy Alt+L - skoro działa z innymi literkami (Alt+A=ą)...
#21 | SEEHUND dnia 14.06.2010
I ponownie mam powód do podziękowania Kapitanowi za uzupełnienie mojej wiedzy ( lub wypełnienia niewiedzy).
Wypada mi przeprosić policjantów za przywołanie ich do opowieści o milicjantach.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 77% [10 głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 15% [2 głosów]
Dobre Dobre 8% [1 głos]
Średnie Średnie 0% [Brak oceny]
Słabe Słabe 0% [Brak oceny]

Nasi partnerzy

Oficjalny serwis internetowy
polskiej żeglugi śródlądowej
redagowany przez

pod patronatem Stowarzyszenia
'Teraz Odra' i Związku Polskich
Armatorów Śródlądowych
oraz rekomendowany przez
instytucje związane z edukacją
i bezpieczeństwem żeglugi
teraz odra zpas
uzs MI
bakista
Praca z Jobrapido

Shipbroker
Imieniny:
Urodziny obchodzi:
P2J
Ostatnio na wachcie
Apis< 5 min
90olus9000:08:20
Tomeczek66600:19:34
wojtek72000:22:35
sekwana 200500:33:05
mkrakowiak7401:45:24
Skipper01:54:28
Misiordon02:05:29
zbychu194903:19:05
DASKO03:24:37

Najnowszy członek załogi:
36428
Serdecznie witamy!
Symbole na Twoją łódkę
(kliknij w obrazek aby powiększyć)

Pobierz       Pobierz
Tapeta na pulpit
(otwórz, kliknij prawym
wybierz opcję 'ustaw jako tapetę')

Zagłosuj na nasz statek
Zagłosuj na naszą stronę w rankingu żeglarskim!
Hydepark
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

04.09.2010 08:25
Na Podhalu mówią tak: Nie chodzi o to aby go zabić, ino o to aby go osłabić... Smile

04.09.2010 08:10
Drzewo zwalone na drodze jest uprzątnięte natychmiast. Drzewo zwalone na drodze wodnej leży do następnej powodzi. RZGW oraz "Naturyści 2000" to zwykli sabotażyści - ot co!

04.09.2010 07:51
Powinno się złożyć na RZGW doniesienie do prokuratury za umyślne narażenie budowli hydrotechnicznej na uszkodzenie oraz sprowadzanie niebezpieczeństwa w ruchu statków. UŻŚ śpi?

04.09.2010 07:41
Po ostatniej powodzi poniżej mostu w Brzegu przewróciło się olbrzymie drzewo. Leżało tak sobie nieuprzątnięte na główce do dziś. Teraz je rzuci na jaz w Lipkach. Zielony "porządek", psiakrew

04.09.2010 07:39
Kulminacja na Odrze przechodzi przez Brzeg bez sensacji. Stan alarmowy jest przekroczony ale rzeka mieści się w coraz węższym, bo obrzydliwie zapuszczonym przez "gospodarzy" (?) korycie.